Poczta Polska nie reagowała na skargi, więc zapłaci 20 tys. zł pracownikowi, którego dręczyła szefowa. Sąd Najwyższy wydał wyrok (sygn. akt: I PK 206/16), ważny zarówno dla pracodawców, jak i pracowników. Uznał, że prawo pracy kieruje się innymi celami niż kodeks cywilny. Ma gwarantować zachowanie zdrowia przez pracownika. Dlatego zadośćuczynienie za mobbing ma nie tylko zrekompensować krzywdę, ale też wychowywać i odstraszać. Sama kwota może być zaś ustalana w relacji do wynagrodzenia mobbowanego. To sedno najnowszego wyroku Sądu Najwyższego. Rozpatrywał sprawę byłego pracownika poczty. Mężczyzna przez pięć lat był mobbowany przez swoją bezpośrednią przełożoną. Nie otrzymywał premii, notorycznie pracował na nocne zmiany. Był przenoszony na mało satysfakcjonujące stanowiska i z mniejszym wynagrodzeniem. Szefowej zdarzało się i krzyknąć, i zakląć. Pracownik nie radził sobie ze stresem. W marcu 2009 r. zaczął więc chodzić do psychologa. Trwająca 25 miesięcy terapia nie przyniosła rezultatów. Zaczął się leczyć u psychiatry i zażywać leki. Rozpoznano u niego zespół depresyjny. Był nawet dwa miesiące na zwolnieniu, ale łączyło się ono z niższym wynagrodzeniem, a mężczyzna ma na utrzymaniu dzieci. Wrócił więc do pracy mimo problemów ze zdrowiem. O problemie wraz z innymi pracownikami zawiadamiał wyższe kierownictwo. Najpierw za pośrednictwem zakładowego psychologa. Gdy to nie pomogło, pracownicy wysłali anonim. Pracodawca wprowadził procedury przeciwdziałające mobbingowi, odbyło się nawet spotkanie kierownika z pracownikami. Na tym sprawa się jednak zakończyła, bo szefowa zaprzeczyła, jakoby miała kogokolwiek mobbować. Mężczyzna zwolnił się z pracy. Sąd apelacyjny przyznał mu 10 tys. zadośćuczynienia, ale jego zdaniem za lata upokorzeń należało mu się 20 tys. zł. Po rozpoznaniu sprawy Sąd Najwyższy uchylił wyrok w części dotyczącej wysokości zadośćuczynienia i przyznał mężczyźnie kolejne 10 tys. zł. Uzasadniając wyrok, sędzia Katarzyna Gonera podkreśliła, że prawo pracy kieruje się innymi celami niż kodeks cywilny. Ma gwarantować pracownikowi zachowanie zdrowia. Można więc przyjąć, że funkcja represyjna i odstraszająca zadośćuczynienia ma większe znaczenie niż na gruncie kodeksu cywilnego. – Nie można przyjąć jednak, że połowa zasądzanego odszkodowania pełni funkcję kompensacyjną, a druga połowa prewencyjną czy represyjną – zaznaczyła sędzia Gonera. Sąd Najwyższy uznał, że funkcja kompensacyjna nie została zrealizowana poprzez wypłatę 10 tys. zł zadośćuczynienia. Pracodawca wiedział o problemie mobbingu, ale nie reagował. Sąd Najwyższy podkreślił też, że kwota zadośćuczynienia może być ustalana w relacji do wynagrodzenia mobbowanego. 10 tys. zł stanowiło jego trzymiesięczne wynagrodzenie na poczcie.